RSS
czwartek, 11 grudnia 2008
Bezrobocie

Program szwedzkich socjaldemokratów zakładał politykę pełnego zatrudnienia. Wskaźnik zatrudnienia wynoszący 77% jest najwyższy w UE, najwyższy w UE jest także wskaźnik zatrudnienia osób starszych wynoszący 69%. Sektor publiczny zatrudnia 30% pracujących.

Bezrobocie pod koniec lat osiemdziesiątych wahało się od 1 do 1,5%, obecnie waha się około 5%. Wskaźnik bezrobocia nie uwzględnia osób faktycznie nie pracujących, ale uczestniczących w różnego rodzaju publicznych programach pomocowych, kursach i szkoleniach mających zwiększyć ich aktywność na rynku pracy.

14:46, szwecjaurlop
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 października 2008
Powierzchnia
  • ląd: 410 942 km²
  • woda: 39 010 km²
  • całkowita: 449 964 km²
18:14, szwecjaurlop
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 sierpnia 2008
Norrbotten

Norrbotten to jeden z 21 szwedzkich regionów terytorialnych (szw. län). Graniczy z regionem Västerbotten i zatoką Botnicką, a także z terytorium Norwegii (okręg Nordland i Troms) oraz z Laponią (Finlandia). Stolicą od 1856 roku jest Luleå.

Norrbotten jest największym hrabstwem w Szwecji i zajmuje przwie jedną czwartą jej powierzchni. Największą gminą w hrabstwie jest Kiruna, a najmniejszą Haparanda. Najbardziej zaludnioną gminą jest Luleå, a najmniej Arjeplog.

W Norrbotten znajduje się najwyższy szczyt Szwecji, Kebnekaise, i najgłębsze jezioro, Hornavan, o głębokości 232 metrów.

13:51, szwecjaurlop
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 maja 2008
Sztokholm: Kungsholmen
Aby dotrzeć na wyspę Kungsholmen pod sztokholmski Ratusz Miejski (Stadshuset), należy dojechać metrem do centrum, wysiąść na T-Centralen, a stamtąd przejść piechotą, przecinając Stadshusbron.

Ukończony w 1923 r. Ratusz Miejski (zwiedzanie z przewodnikiem VI-VIII 10.00, 11.00, 12.00, 14.00; w innych miesiącach godziny mogą ulec zmianie; 30 kr) należy do charakterystycznych, chętnie fotografowanych przez turystów obiektów Sztokholmu. Jest to jeden z pierwszych budynków widocznych z okien pociągów, wjeżdżających do miasta od południa. Patrząc z zewnątrz na prostą, nieco monotonną ceglaną bryłę, trudno domyślić się bogactwa wystroju wnętrz - dość kiczowatej sali legislacyjnej w stylu wikingów czy tzw. Złotej Sali, które można zwiedzić wyłącznie w ramach zorganizowanej grupy z przewodnikiem. W odróżnieniu od zwykłych śmiertelników, oficjalni goście, przybywający tu statkiem, wchodzą do środka eleganckimi, reprezentacyjnymi, schodzącymi do samego nabrzeża schodami.
U stóp Ratusza jest przystań, skąd odpływają statki do Drottningholm, Mariefred, Sigtuny, Skokloster i Uppsali.
Wyprawy na Kungsholmen nie należy jednak kończyć na Ratuszu Miejskim, warto zapuścić się w głąb wyspy, by zawrzeć bliższą znajomość z licznymi kapitalnymi barami i restauracjami, oraz odwiedzić plażę w Smedsudden (autobusy nr. 54 i 62 do Vasterbroplan, potem 5 minut piechotą) czy kąpielisko w parku Ralambshovsparken, skąd roztacza się fantastyczny widok na Ratusz Miejski i Stare Miasto.
13:51, szwecjaurlop
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 kwietnia 2008
Kajaki i spływy pontonowe
W Szwecji znajduje się ponad 100 000 jezior, połączonych setkami kilometrów rzek i kanałów. Nic dziwnego więc, że w letnie popołudnia Szwedzi masowo pływają na kajakach.

Dobrymi miejscami do spędzenia wakacji w ten sposób są: dolina Voxnadalen w Hälsingland na północ od Sztokholmu, baza Alshult w Smaland na południowym wschodzie i centrum kajakowe Nordmarken w zachodniej części Värmland, na południowej granicy z Norwegią.
Ponieważ rzeki na północy, np. w okolicach Värmland czy na północ od Dalarny są bardziej wartkie, wspaniale nadają się na spływy pontonowe. Szczególnie atrakcyjne są rwące odcinki rzeki Kukkola w dolinie Torne, na północ od Haparandy zróżnicowana pod względem stopnia trudności rzeka Torneälv w Norrbotten, na dalekim północnym wschodzie oraz trudna i średnio trudna rzeka Indalälven w Jutlandii na granicy z Norwegią. Strängforsen w Värmland jest nieco łagodniejsza, więc umożliwia spływ łodzią
z krótkimi wiosłami.
11:07, szwecjaurlop
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 kwietnia 2008
Geografia Szwecji

Szwecja położona jest na wschodniej części Półwyspu Skandynawskiego i rozciąga się od mroźnej Arktyki po Danię. Zachodnia granica z Norwegią jest górzysta, natomiast tereny Morza Bałtyckiego to rolnicze niziny. Wzdłuż Morza Bałtyckiego występują liczne wysepki, zaś środkowa i południowa część Szwecji to liczne polodowcowe jeziora, które powstały nawet ponad 10000 lat temu. Szwecja to jeden z większych państw Europy, ale jednocześnie kraj o małej gęstości zaludnienia. Ponad połowę terenu Szwecji zajmują lasy (iglaste, świerkowe, sosnowe) gdzie żyją renifery, wilki, niedźwiedzie, rysie i jelenie.

12:56, szwecjaurlop
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 marca 2008
Szwecja
Szwecja, leżąca w Europie Północnej, na wybrzeżu Morza Bałtyckiego, pomiędzy Finlandią i Norwegią, to przede wszystkim kraj lasów i jezior. Miasta są małe, jak na europejskie standardy, i skupione w południowej części kraju, gdzie żyje większość mieszkańców.

Dogodny okres na zwiedzanie Szwecji, zarówno północnej jak i południowej, to czas od maja do września. Lato jest krótkie, lecz może okazać się gorące; w 2002 roku zanotowano tu najgorętsze lato od niepamiętnych czasów, przez sześć tygodni temperatura w Sztokholmie utrzymywała sić na poziomie powyżej 25°C. Większość Szwedów wyjeżdża na letnie wakacje między połową czerwca, a połową sierpnia wtedy to pogoda jest najładniejsza i odbywa się najwiecej imprez. Regułą jest, że gdy południe Szwecji cieszy się gorącym latem, to na północy robi sić deszczowo i przeraźliwie zimno i na odwrót.
W północnej Szwecji już przed końcem sierpnia zaczynają żółkną liście i często występują nocne przymrozki, a pierwszy śnieg spada we wrześniu; w Sztokholmie śnieg zdarza się w październiku, ale zwykle szybko topnieje. W listopadzie jednak ziemia najczęściej jest już pokryta warstwą bieli, która utrzymuje się do marca czy nawet do kwietnia, kiedy to wciąż jeszcze śniegu może przybywać. Na południu zimy są łagodne, a w południowej prowincji, Skanii, często w ogóle nie ma śniegu. Szwedzi są głęboko przekonani, że mroźna, śnieżna zima jest znacznie korzystniejsza dla zdrowia od łagodnej i bezśnieżnej, ponieważ warstwa śniegu leżącego na ziemi zwićksza ilość światła, którego zimą jest w Szwecji bardzo mało. Na południu kraju śnieg zazwyczaj topnieje pod koniec marca albo na początku kwietnia, a temperatury zaczynają powoli rosnąć. Należy pamićtać, że podczas podróży na północ aż do maja można jeszcze natrafić na śnieg.
Na zimę w Szwecji, gdzie śnieg leży przez siedem do ośmiu miesięcy w roku, trzeba się dobrze przygotować. Z mrozem, który na północy kraju często sięga 30°C, Szwedzi walczą, ubierając się na cebulkę i nosząc rzeczy bawełniane, dobrze chroniące przed chłodem. Nie wystarczy ciepła kurtka, trzeba nosić wełniane czapki, dopasowane rękawice lub mufy oraz ciepłe skarpety, gdyż 30-50% utraty ciepła następuje wskutek wyziębienia głowy i stóp. Wewnątrz sklepów i biur jest dla odmiany niezwykle ciepło, dlatego wchodząc tam, należy szybko zdjąć wierzchnie ubranie.
Na zimowy wyjazd do Szwecji warto zabrać ciepłe buty na grubej podeszwie, które nie będą się ślizgać po grubej warstwie twardo ubitego śniegu. Chodzenie po lodzie nie jest najlepszym pomysłem, a jeśli ktoś chce ryzykować, niech przynajmniej poradzi się miejscowych. Często zdarza się, że szwedzcy kierowcy skracają sobie drogę, jeżdżąc po skutych lodem powierzchniach jezior. Przyjezdni jednak powinni trzymać się wytyczonej trasy lub śladów samochodów, które jechały przed nimi. W miastach należy bardzo uważać na zwisające z dachów i rynien sople.
13:55, szwecjaurlop
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 lutego 2008
Regiony turystyczne Szwecji

Główne miasto regionu Angermanland, przyciąga odwiedzających karnawałem letnim, koncertami, kawiarniami i dużą ilość sklepów. Centrum kulturalne mieszczące się w budynku pierwotnie należącym do fabryki, w którym znajduje się muzeum, biblioteka oraz kawiarnia. Sundsvall zostało odbudowane po pożarze w 1988 roku i stanowi dziś nowoczesny ośrodek z pięknymi budynkami i szerokimi placami.

 


Długie, piaszczyste plaże Hallandu, z rozległymi i płytkimi kąpieliskami, oferują wiele miejsca do opalania i wypoczynku. Połowa wszystkich miejsc oznaczonych w Szwecji niebieskimi flagami Wspólnoty Europejskiej (symbol czystych kąpielisk i nieskażonego środowiska) przypada właśnie na Halland.Można tutaj spróbować szczęścia w wędkarstwie - w samym środku miasta! Strumienie Atran i Lagan zaliczane są w Szwecji do wód najbardziej obfitujących w łososia. Dzięki perspektywicznej gospodarce rybnej i wodnej w strumieniach Hallandu nie trudno jest o łososia i łososio-pstrąga.

 

Wyspa stanowiąca samodzielny region- jest osiągalna samochodem dzięki mostowi łączącemu ją z Kalmarem. Oferuje ona wspaniałe krajobrazy, długie, piaszczyste plaże oraz jedno z najsłynniejszych pól golfowych w Szwecji- Ekerum.Przyroda

Krajobraz wyspy nie ma sobie równych: rosną tu południowo-europejskie kwiaty, a tuż obok nich rośliny, które pochodzą z syberyjskiej tundry. Roślinność nieurodzajnej równiny, mimo suszy, eksploduje z całą intensywnością po letnich deszczach. Z bogactwa fauny i flory wymienić można m.in. 30 różnych gatunków orchidei, łąki przybrzeżne, rzadkie gatunki ptaków i owadów.
 

14:26, szwecjaurlop
Link Dodaj komentarz »
Wspomnienia ze Szwecji

We wtorek 10 lipca wyruszyliśmy ze stacji Wrocław Główny, tak oto rozpoczęła się nasza przygoda ze Skandynawią. Pociąg „pośpieszny-opóźniony” do Gdańska, stamtąd płyniemy do Nyneshamn, gdzie spędzamy cały dzień w miejscowym parku, oczekując na kolejny prom.

Odpływamy w środku nocy, płyniemy do uroczego skrawka lądu rzuconego na wody Morza Bałtyckiego –Gotlandii. O 3 nad ranem przybijamy do portu w Visby...

Na Gotlandii witają nas zrozpaczeni rodzice pisklęcia, które wypadło z gniazda, prawie nas zadziobując w trosce o swoje maleństwo, na domiar złego zmęczenie 3 dniowa podróżą nie pozwala nam iść dalej, więc w pierwszym lepszym miejscu rozbijamy namiot. „Aniu wstawaj-pobudka!” - dźwięczy mi w uszach; półprzytomna pakuję plecak, męczę niezbyt apetyczne, ale wysokokaloryczne śniadanie w proszku. Zakładam mój „słodki ciężar” i wyruszamy... i tak dzień w dzień do końca naszego 24 dniowego trekkingu, po największej wyspie bałtyckiej.

Początki były bardzo trudne, szczególnie dla mnie, moje stópki nie chciały się dostosować do przemierzania tylu kilometrów z takim obciążeniem na plecach, ostatnie metry pod wieczór dochodziłam ze łzami w oczach, nie wspominając juz o odciskach...

Trud drogi wynagradzał nam krajobraz zmieniający się tu jak w kalejdoskopie: piaszczyste plaże, lawendowe pola, sosnowe lasy, rybackie wioski na kamienistych wybrzeżach.

Droga nie była usłana różami, za to cierniami bardzo często. Wszelkie mapy do jakich udało nam się dotrzeć, nie zawierały dróżek wzdłuż morza, odcinki, którymi się poruszaliśmy, były mało znane nawet miejscowym, nigdzie nie udało nam się znaleźć wzmianki o tym, aby ktokolwiek pokonał ta trasę na piechotę, dlatego zdawaliśmy się na przypadek i cieszyliśmy się poetką drogi, wzbudzając powszechne zainteresowanie i zdziwienie.

Wiele ścieżek prowadziło przez zielone pastwiska - zaciekawione owce, wpatrzone krowy były naszymi nieodłącznymi towarzyszkami. Sporym utrudnieniem było przemieszczenie się z jednej polany na drugą, ponieważ wszystkie ogrodzenia były pod napięciem, czasem przejście umożliwiały specjalne schodki, a czasami pozostawało czołganie się pod kolczastymi drutami.

„Atrakcji” dostarczyła nam także pogoda. Swoją nieobliczalnością dała się we znaki, od piekielnego upału, podczas którego każda kropla wody była na wagę złota, po deszcze i sztormy nie zostawiające na nas suchej nitki. Zapewne ciekawie wyglądaliśmy, bo każde mijające nas auto proponowało nam transport; do dzisiaj dźwięczy mi „No thanks” Michała, a ja tak bardzo chciałam znaleźć się w ciepłym i suchym wnętrzu samochodu. Niestety silny wiatr nie oszczędził także konstrukcji naszego namiotu.

Z tego tez powodu, jedną noc było nam dane spędzić w przykościelnej... toalecie...co wbrew pozorom było rewelacyjnym schronieniem. Rano zwiedziliśmy kościół, jeden z 99 na wyspie; fenomenem było to, że istniały wioski z kościołem i 3 domami na krzyż, sklepy za to potrafiły być oddalone od siebie o 50 km, a dosyć ciężko przejść taki dystans na ujemnym bilansie kalorycznym, a każdy dodatkowy gram na plecach daje o sobie znać...

Kolejnym wyzwaniem była urokliwa wysepka Faro. Dostaliśmy się na nią bezpłatnym promem z miasteczka Farosund (przed nami oczarowała juz wielu artystów i pisarzy, a także reżysera Ingmana Bergmana, który spędził na niej swoje ostatnie dni dokładnie w tym czasie, kiedy tam byliśmy.) Wysepka ta to taki mały raj na ziemi. Podziwialiśmy jej urok, pokonując drogę wzdłuż wybrzeża. To właśnie tutaj znajduje się najwięcej unikalnych wapiennych skał, które wskutek erozji przybrały niesamowite różnorodne kształty.

Są tu także malownicze rezerwaty, których sielankowy obraz na długo pozostaje w pamięci.

Na koniec, przenosimy się w czasie, dzięki postaciom z dawnych epok tłumnie wypełniających ulice miasteczka, z którego odpływa nasz prom. To wszystko za sprawą „Tygodnia Średniowiecznego”, który corocznie odbywa się tam na początku sierpnia w Visby. Stamtąd nocna przeprawa do Nyneshamn, miasta portowego, w którym czekamy na prom Polskiej Żeglugi Bałtyckiej.

W południe przybijamy do stolicy bursztynu, gdzie udaje nam się znaleźć klimatyczną restaurację w sam raz na wzniesienie toastu na zakończenie podróży, z której biegniemy na PKP... ŻEGNAJ GOTLANDIO !!!DO ZOBACZENIA W PRZYSZŁOSCI...

 

Nasza rowerowa wyprawa do Szwecji, rodziła się z dużymi trudnościami. To że doszła do skutku, zawdzięczamy życzliwości i pomocy finansowej, grupy przemiłych ludzi. Dzięki nim, przeżyliśmy niezapomniane rowerowe wakacje. Wszystkim którzy nam pomogli, składamy w tym miejscu serdeczne podziękowania.

Uczestnicy:
Janusz oraz Justyna, Paulina, Alicja i Aleksandra.

WTOREK 7.08.2007 r
Ostatnie zakupy i pakowanie naszego ekwipunku w sakwy i na przyczepkę Extrawheel (namioty i spiwory), trwało przez niemal cały dzień. Dziewczynki bardzo się uwijajły, ja z kolei szukałem najbardziej sensownej formy transportu do Gdyni. Oferta kolei zobowiązuje do zakupu biletów, ale jak zwykle nie gwarantuje w pociągu wagonu do przewozu rowerów. Szkoda mi czasu na komentarz. W końcu udało mi się umówić z sąsiadem- właścicielem bagażowego busa, który zadeklarował przewiezienie nas do Warszawy. Ze stolicy pociągiem "Słoneczny" bezpiecznie dojedziemy do Gdyni i na terminal promowy. Zakładam że bez problemów zdążymy na wieczorny prom do Karlskrony, o którym rozmawiałem z firmą Stena Line. O godz. 23 spakowaliśmy nasz sprzęt na busa, Do czasu wyjazdu o 3 w nocy, dziewczynki poszły jeszcze odpocząć, choć żadna spać nie mogła.

ŚRODA 8.08.
O godz.3 wyruszyliśmy busem do Warszawy. Dziewczyny szybko zasnęły w samochodzie. Po niespełna 2 godz. jazdy dotarliśmy do stolicy, Wyładowaliśmy rowery, kupiliśmy bilety, i ruszyliśmy transportować schodami nasz ekwipunek na IV peron dworca zachodniego. Miłą niespodziankę poprzez swoją obecność, sprawiają nam moj serdeczny przyjaciel Tadeusz z żoną Iwonką i siostra Aleksandra. Pomogli nam wnieść cały sprzęt schodami na peron. O godz. 7.35 na tor podjechał pociąg "Słoneczny". To elektryczna jednostka z przedziałami do przewozu rowerów, uruchamiana corocznie przez kolej w relacji W-wa Zach- Gdynia. O konforcie jazdy, może trudno mówić, ale pociąg jedzie szybko, a my i nasze rowery jesteśmy bezpieczni. Przez Nasielsk, Iławę, Malbork i Gdańsk docieramy ok.13.30 do Gdyni Głównej. Wyładunek sprzętu z pociągu, sprawdzenie i przejazd do terminalu promowego, zajmują nam ponad 2 godziny. Początkowo jazda rowerami obładowanymi sakwami, wśród licznych samochodów, sprawia najmłodszym dziewczynkom, trochę problemów. Szybko jednak sobie z tą sztuką poradziły. Na terminalu promowym okazuje się, że na wieczorny prom, nie ma sensu kupować biletów gdyż nie ma już miejsc w kabinach. Jest to w pewnej sprzeczności z moimi ustaleniami z przedstawicielką firmy Stena Line. Otrzymujemy jednak propozycję zastawu kursów tam i z powrotem do Karlskrony, w bardzo przystępnej cenie 650 zł.. Wypłyniemy w czwartek o 9 rano. Jedyny warunek to konieczność powrotu do Polski w okresie 2 tygodni. Przyjmujemy tą ofertę, kupuję bilety i dokonuję wspólnie z dziećmi pierwszej korekty trasy naszej wyprawy. Cel się nie zmienia. Z Karlskrony pojedziemy w kierunku Helsingborga, przeprawimy się przez wąską cieśninę do Kopenhagi, i wrócimy do Karlskrony. Najpierw musimy jednak zorganizować sobie w Gdyni, nasz pierwszy nocleg. Ciepła pogoda, zwabiła do Trójmiasta na weekend licznych turystów. Szybko okazało się, że łatwo w Gdyni miejsca noclegowego nie znajdziemy, a rozbijanie namiotów w poblizu terminalu promowego, nie będzie bezpieczne. W pewnej gdyńskiej firmie, pracujący na nocnej zmianie ochroniarz, pozwolił nam się wykąpać i przespać na podłodze biurowych korytarzy. Dzięki temu udało się uniknąć znacznych kosztów noclegu, mogliśmy się odświerzyć, odpocząć i zostaliśmy uwolnieni od nocy pośród szalejących komarów.
Dystans 15 km.

SERDECZNIE DZIĘKUJEMY PANIE RYSZARDZIE.


CZWARTEK 9.08.
Z pobudką o 4.40 dziewczynki nie miały żadnego problemu. Szybko zrobiliśmy toaletę, zebraliśmy nasz ekwipunek o godz. 6 rano, zjawiliśmy się na przystani promowej. Na miejscu spożywamy posiłek. Ok. 7 rano do nabrzeża przybija prom STENA BALTICA. Jego rozmiary, robią szczególnie na dziewczynkach, duże wrażenie. Przechodzimy kontrolę dokumentów, i po kilkunastu minutach, razem z samochodami osobowymi wjeżdżamy na prom. Zabezpieczamy nasze rowerki, zabieramy podręczny bagaż, i ruszamy na 7 pokład do naszych kabin. Sam przepływ był bardzo przyjemnym przeżyciem. Spokojna niczym jezioro, tafla Bałtyku, łagodny powiew wiatru, pozwoliły nam do woli czerpać nasycone jodem morskie powietrze. Dziewczynki poznały ceny w sklepie, zwiedziły cały prom, robiąc pamiątkowe fotki. Ja zakupiłem w kantorze szwedzkie korony, po kursie ok. 50 gr za jedną. Ok godz. 18, prom zwolnił, a na horyzoncie zauważyliśmy pierwsze z 33 wysp archipelagu Blekinge, którego ważną częścią jest Karlskrona. Małe granitowe wyspy, to szkiery, mające w przeszłości i obecnie militarne znaczenie ochrony dostępu do portu w Karlskronie. O 19 zjechaliśmy z promu na szwedzką ziemię, kierując się obwodnicą do centrum miasta, w poszukiwaniu miejsca na nocleg. Jadąc wzdłuż drogi ścieżką rowerowa, spotkaliśmy polkę mieszkającą w Szwecji na stałe. Bardzo miła pani, powiedziała nam, ze noc możemy spędzić rozbijając namioty na pobliskim kapielisku, obok osiedla domków Ringo. Z przystani do centrum miasta, na wyspie Trosso, było ok. 11 km. W Szwecji przyjaznej dla turystów, akceptuje się spędzenie 1 nocy, poza zorganizowanymi campingami. Kierując się na wspomnianą przystań, poznaliśmy charakterystyczne dla szwedzkiego krajobrazu zabudowania i pofałdowane ukształtowanie terenu. Podobały nam się drewniane domy z ogrodami i wyposażeniem, stojące przy drodze i na wzgórzach. Do tych położonych wyżej, prowadziły strome schody pośród drzew. Niektóre z nich można by uznać, za prawdziwe arcydzieła. Wzdłuż drogi, ciągnęły się naturalnie skały, ozdobione roślinnością, tworząc ogrodzenia. Przy każdym domku, samochód, łódź motorowa lub żaglowa. Miejsce wzkazane przez naszą rodaczkę, okazało sie bardzo dobre. Na fragmencie rozlewiska Bałtyku, stało molo, toaleta i drewniana przebieralnia. Z przystani rozciągał się widok na znacznej wielkości akwen wodny, z położoną na środku dużą, a po prawej stronie mniejszą wyspą. Bliskość wody, wiązała się z obecnością, kąsających komarów. Zapadające ciemności, zmobilizowały więc nas do szybkiego posiłku i rozbicia namiotów. Schowaliśmy nasze rowery do przebieralni i po całym dniu wrażeń, pogrązyliśmy się we śnie.
Dystans 8 km.

 

14:24, szwecjaurlop
Link Komentarze (2) »